Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuł. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 sierpnia 2011

Poznali się na cmentarzu

Poznali się na cmentarzu. W Białymstoku. Dlaczego właśnie tam? Bo cmentarz jest kroniką historyczną miejsca, na którym leży. Historia zaś bywa wspólna.

Polecam fotoreportaż Anety Boruch "Młodzież z Europy sprząta nasz cmentarz żydowski" - zamieszczony na portalu Poranny.pl - Białystok.
Ten cmentarz to symbol, a ja chcę zrobić coś dobrego dla żydowskiej, polskiej i niemieckiej historii – mówi młoda Niemka Iris. Razem z kolegami przyjechała do Białegostoku, by wspólnie odnowić stare macewy na cmentarzu przy ulicy Wschodniej i poznawać inne ślady żydowskiej obecności na polskiej ziemi.
Młodzież sprząta cmentarz żydowski (fot. Wojciech Wojtkielewicz) Poranny.pl Białystok

piątek, 12 sierpnia 2011

Dieta cud... od Święta

Przepis na dietę cud? Cóż, znam ich tyle. Współcześnie człowiek częściej jest na diecie, rzadziej pości. Między postem a dietą więcej jest różnic niż podobieństw. Inne przyczyny, inne cele - tylko czynność powstrzymywania się od jedzenia upodobnia do siebie oba zwyczaje, ten świecki z tym religijnym...
By Rabbi Micah Peltz
Tisha B’Av reminds us of the terrible consequences of not working together for the good of all of our people - a lesson both Jews in Israel and abroad could stand to remember...

Micah Peltz
„Święto Tisza be-Aw przypomina nam o tym, jak straszne mogą być konsekwencje braku wspólnej pracy dla dobra wszystkich Żydów – to lekcja, którą powinni zapamiętać zarówno Żydzi w Izraelu jak za granicą”. Swój stosunek do tego żałobnego święta na łamach Haaretzu przedstawia konserwatywny rabin Micah Peltz.

W ubiegłym roku Anshel Pfeffer, wypowiadając się na temat Tisza be-Aw na łamach Haaretzu, rozpoczął od przypomnienia apokryficznej opowieści o Napoleonie Bonaparte. Ten legendarny francuski przywódca wybrał się pewnej letniej nocy na spacer i usłyszał głosy lamentujące w dziwnym języku. Mogły dobiegać z wielkiej synagogi lub z jednego z ubogich domów.


Na pytanie, dlaczego obecni w pomieszczeniu mężczyźni siedzą na podłodze i  lamentują, odpowiedziano mu, że są to Żydzi pogrążeni w żalu z powodu zniszczenia Świątyni w Jerozolimie. "Jak dawno temu to się stało?" zapytał Bonaparte. "Osiemnaście wieków temu" brzmiała odpowiedź.

"Naród, który potrafi tak długo opłakiwać utratę swojej ziemi i świątyni” miał wówczas proroczo odpowiedzieć cesarz "pewnego dnia powróci do swego kraju i ujrzy jego chwałę”.

To wzruszająca opowieść o szczególnej sile, jaką posiada święto Tisza Be Aw – sile przywoływania pamięci historycznej narodu żydowskiego. Pfeffer potwierdził to w swoim zeszłorocznym artykule, po czym przeszedł do udowadniania tezy, że dziewiąty dzień miesiąca aw „stracił wszelkie znaczenie, poza ściśle historycznym”.

Jak uczy nas Ta’anit, część Talmudu o poście, "Wszyscy, którzy smucą się z powodu Jerozolimy, zobaczą ją w chwale…” Napoleon miał rację – wróciliśmy do naszej ziemi i ujrzeliśmy nasz kraj odbudowany. Ale to nie oznacza, że Tisza be-Aw stracił na znaczeniu. Wręcz przeciwnie – lekcja dziewiątego dnia miesiąca aw rozbrzmiewa dzisiaj szczególnie głęboko wobec wyzwań, jakie stoją przed nami zarówno w Izraelu, jak i w szerzej rozumianym żydowskim świecie.

Dlaczego wciąż poszczę w Tisza be-Aw Rabbiego Micaha Peltza w tłumaczeniu Małgorzaty Urszuli Fortuny na Forum Żydzi - Chrześcijanie - Muzułmanie. Serdecznie polecam cały tekst.

środa, 3 sierpnia 2011

Na Forum Żydów Polskich z artykułem Piotra Pazińskiego polemizuje Mikołaj Mirowski.

Nie jestem bezrefleksyjnym entuzjastą trylogii filmowej „…i zadziwi się Europa” Yael Bartany. Nie jestem również człowiekiem będącym na „pierwszej linii” spośród propagatorów i agitatorów idei powstania Ruchu Odrodzenia Żydowskiego w Polsce. Niemniej z tak totalną krytyką projektu izraelskiej artystki, jaką zaprezentował niedawno Piotr Paziński na łamach Forum Żydów Polskich, zgodzić się nie mogę. Z racji tego świadomie pominę wątpliwości, a skupię się na obronie pomysłu Yael Bartany, mierząc się z tezami mojego adwersarza.


Cały artykuł Mikołaja Mirowskiego "Dlaczego nie martwi mnie ruch odrodzenia żydowskiego"

"Antysemityzm uszedł cało" - Jerzy Holcman

"Mam wrażenie, że dzięki ogólnemu skupieniu uwagi, tak naukowców jak i polityków, na problematyce Holokaustu, czyli jak mordowali bestialscy mordercy, jak cierpieli mordowani przez nich Żydzi, jak szmalcowali szmalcownicy i jak pomagali sprawiedliwi, antysemityzm – jedyny fundamentalny winowajca zaistnienia Holokaustu – uszedł cało, choć nie powinien był. (...)
Mity i przesądy antysemityzmu przedwojennego pokutują bezkarnie w polskiej świadomości i w polskim dyskursie politycznym do dnia dzisiejszego. Jeżeli ludzie nauki i intelektu kategorycznie i ostatecznie nie rozprawią się z tą dziwaczną kolekcją przesądów, następne pokolenia pojmować będą Holokaust jako rozwiązanie istotnego problemu politycznego, które jakkolwiek skuteczne, ze względu na zastosowaną metodykę przekroczyło dopuszczalne granice przyzwoitości."
Cały artykuł Jerzego Holcmana "Antysemityzm uszedł cało" -na łamach magazynu internetowego "Forum - Żydzi - Chrześcijanie - Muzułmanie".

Bogdan Białek o architekturze polskiej pamięci

Szary człowiek i Żydzi

Zachęcam do lektury tego ważnego tekstu mojego przyjaciela, Bogdana Białka, psychologa, redaktora naczelnego miesięcznika „Charaktery”, wiceprzewodniczącego Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, prezesa Stowarzyszenia im. Jana Karskiego w Kielcach oraz członka zarządu Jesziwy Pardes.
W całej swojej desperacji i determinacji mogę próbować polemizować z poszczególnymi wątkami tego artykułu, lecz z główną tezą polemizować nie ma możliwości. Diagnoza jest tyleż ponura, co właściwa...
Przypadek opisany przez Zuzannę Radzik w artykule pt. „Bohater i Żydzi” („TP” nr 27/11) nie jest odosobniony. Jest raczej typowy dla tego, co się w Polsce dzieje „w temacie” polsko-żydowskiego pojednania, spotkania czy dialogu. Stanowi esencję rzeczywistego stosunku do żydowskiej przeszłości – nie tylko w małych prowincjonalnych miasteczkach, byłych sztetł, ale także dużych miastach. Zamiast „Spotkań z kulturą żydowską” czy „Dni żydowskich” można by równie dobrze organizować festiwale kultury zuluskiej. Jedynie garstka entuzjastów chce w tym szmoncesowym klimacie dostrzec zaczątki budowania jakichś mitycznych mostów poprzez rzekome odtwarzanie zamierzchłych klimatów. Ale w rzeczywistości stosunek tzw. „szarego człowieka” do Żydów jest obojętny. Jak pisała Barbara Engelking-Boni: „Ich obojętna pamięć jest konsekwencją historii ich obojętności”.

W cieniu Jedwabnego rodzi się i rośnie w siłę mit szczęśliwego „pogranicza sztuk, kultur, religii i narodów”. Mit pusty, nieżyciodajny, bo wzmacniający przekazywane pokoleniowo stereotypy, a także tworzący nowe uprzedzenia. Cztery pracownice Zakładu Edukacji Międzykulturowej Uniwersytetu w Białymstoku kilka lat temu diagnozowały stan świadomości uczniów liceów ogólnokształcących z miejscowości woj. podlaskiego, w których przed wojną ludność żydowska stanowiła znaczny odsetek mieszkańców. Wyszło im, że w dawnym sztetł, z piękną synagogą, w której jest obecnie muzeum, ale odbywają się nierzadko uroczystości religijne, bo do miasteczka przybywa dużo Żydów polskich i zagranicznych, i gdzie nauczyciele przygotowują z uczniami w żydowskie święta pewne działania parateatralne – młodzi ludzie dużo co prawda wiedzą o kulturze i religii żydowskiej, ale jednocześnie ujawniają wysoce nieprzyjazny, wręcz niechętny stosunek do „starszych braci”.

Owe „festiwale” czy „spotkania”, o ledwo skrywanym komercyjnym charakterze (przyjadą turyści, wypromujemy naszą miejscowość, dostaniemy fundusze z Unii czułej na słowa „dialog” i „wielokulturowość”), są tak naprawdę przedłużeniem tradycyjnej obrzędowości ludowej, w której pejsaty, „ajwajujący” Żyd był nieodłączną, antypatyczną postacią. Dzisiaj Żydzi zawsze występują odrębnie, bez żadnych relacji z chrześcijańskimi sąsiadami. Na dość często prezentowanym podczas imprez „żydowskim weselu” nie ma polskich współmieszkańców. W „wiązance tańców żydowskich” lub – pożal się Boże – izraelskich, wykonywanych zazwyczaj przez młodzież gimnazjalną z przewagą uczennic, z definicji Polaków być nie może. W przedstawieniach żydowskich „przypowieści” czy „midraszy” skądże by Polacy? Niby co mieliby robić?
W ten sposób utwierdza się przekonanie, że polscy Żydzi nie stanowili części narodu polskiego, integralnej części historii polskiej. Żydowska przeszłość tych miasteczek, miast, dzielnic i ulic jest obca, nie jest częścią tożsamości współczesnych mieszkańców. Zagłada Żydów jest emocjonalnie i moralnie obojętna, jak zniknięcie mitycznych stworzeń.

Pamięć rekonstruowana poprzez te jarmarczne zdarzenia jest pamięcią odrębności. Żydzi okazują się nawet nie różni lub inni, lecz obcy, odrębni. Cmentarz żydowski pozostanie kirkutem, a nie cmentarzem po prostu. W rocznicę zagłady miejscowej ludności żydowskiej nikt nie przyjdzie zapalić zniczy. Najwyżej, bardzo rzadko, oficjalna delegacja „z gminy”. Skromny obelisk czy tablicę upamiętniającą śmierć dawnych sąsiadów odsłoni się wtedy, gdy jakiś sentymentalny Żyd, ongiś „stąd”, a teraz z Ameryki lub Izraela, wyłoży pieniądze. Tak samo będzie z resztką cmentarza – wykosi się trawę i usunie śmieci, gdy pojawią się „żydowskie pieniądze”.

Kiedyś usłyszałem w Nowym Jorku: „najpierw nas mordowali, teraz na nas zarabiają”.

Ponieważ do tej pory nie zapłakaliśmy razem, my – chrześcijanie i Żydzi. Nie podzieliliśmy się swoim cierpieniem i bólem. Jeszcze nie zaczęliśmy pogrzebu, a już chcemy tańczyć.

Tekst Zuzanny Radzik – wstrząsający, a przecież wstrząsu nie wywoła. Hałasu, poprzez umiejętną grę medialną wydawcy, narobiła jeszcze ostatnia książka Grossa. Ale już nie Grabowskiego czy Engelking-Boni [por. „TP” nr 8/11 – red.]. Świetne trzy tomy Michnika pt. „Przeciw antysemityzmowi” przeszły niezauważone. Więc dlaczego się zastanawiać nad tekstem Radzik? „Już dosyć o Żydach! Dajcie nam żyć! Ile można! Trzeba weselić się i tańczyć. I powzruszać łzawą frazą”. Trzeba zatupać nieporuszone dotąd sumienia, nieobudzone uczucia.

„Teraźniejszość jest ciągle taka sama, to tylko przeszłość się zmienia”. Właśnie ostatnio znowu się zmieniła. Nie na lepsze.


sobota, 30 lipca 2011

Malarstwo Żydów polskich

Jak głosi anegdota, Julian Tuwim zamawiając u Moniki Żeromskiej swój portret miał rzec:
- Pamiętaj, że z tego portretu musi patrzeć na widza czterdzieści wieków żydostwa!

Maurycy Gottlieb - "Modlący się Żydzi"
Polecam krótki artykuł Andrzeja Kobosa będący przeglądem ważniejszych malarzy polskich pochodzenia żydowskiego.
Artyści malarze Żydzi, a stąd i malarstwo żydowskie pojawiło się w sztuce późno, dopiero we wczesnym XIX wieku. Przyczyną późnych narodzin tego malarstwa był zakaz czynienia podobizn powtórzony kilkakrotnie w Mojżeszowym Pięcioksięgu - Torah. (...)
Dopiero Haskalah, ruch żydowskiego Oświecenia, który zaczął rozprzestrzeniać się na przełomie XVIII i XIX stulecia, a z nim emancypacja i niekiedy asymilacja Żydów, z trudem zmieniły żydowskie powstrzymywanie się od malarstwa.
 Całość artykułu: http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje26/text12p.htm

piątek, 29 lipca 2011

Antyizraelskość jako przejaw antysemityzmu w Niemczech

fot. http://www.znak.org.pl
"Podejmowana przez niemiecką lewicę krytyka Izraela i wezwania do bojkotu towarów izraelskich mają charakter antysemicki i zakorzenione są w marksistowskiej nienawiści do Żydów – dowodzi publicysta Joachim Käppner.

W 1988 roku Erich Honecker zapewniał żydowskich gości zgromadzonych w siedzibie Rady Państwa z okazji 40 rocznicy pogromu Żydów w hitlerowskich Niemczech, że enerdowscy komuniści będą kontynuować batalię antyfaszystowską. Ale w 1989 roku enerdowski profesor historii Olaf Groehler stwierdził, że kierownictwo partii komunistycznej "nie było w stanie nawet w przybliżeniu zrozumieć, czym tak naprawdę był Holokaust".
Obecna debata Partii Lewicy o tym, jak daleko można się posunąć w krytyce Izraela i w jakim momencie przeradza się ona w antyżydowskie resentymenty stanowi echo zasadniczej dyskusji na temat stosunku komunizmu do Żydów.

Dziś zachodnioniemiecka lewica ostentacyjnie demonstruje swą solidarność z Palestyńczykami, co skłania intelektualistów do burzliwej dyskusji o "lewicowym antysemityzmie". Z pewnością można się doszukać ziarna prawdy w zarzucie pod adresem niemieckiej lewicy, że dzieci i wnuki pokolenia sprawców uczyniły celem swych obsesji i uprzedzeń akurat państwo żydowskie – np. umieszczając na stronie internetowej jednej z komórek Partii Lewicy gwiazdę Dawida wpisaną w swastykę."

Całość artykułu:
http://www.znak.org.pl/?lang1=pl&page1=pressreview&subpage1=pressreview00&infopassid1=3860&scrt1=sn