piątek, 21 października 2011

Ku czci wszystkich Polaków za ratowanie Żydów

Taki napis, jak w tytule, zapewne Jan Żaryn, pomysłodawca projektu pomnika umieści na cokole: "Ku czci wszystkich Polaków za ratowanie Żydów". Bo napis: "Ku czci wszystkich Polaków, którzy ratowali Żydów" zawęziłby tę grupę czczonych i nie dawał odpowiedniego wydźwięku propagandowego.
Jakie postawy podczas wojny prezentowali Polacy wobec Zagłady Żydów? Rozmaite:

I. Sprawiedliwi
To ci wszyscy, którzy zdobyli się na heroiczną postawę i nie bacząc na śmiertelne zagrożenie własne i swoich rodzin, nieśli bezinteresowną pomoc Żydom, wydostając ich z gett i z transportów, ukrywając we własnych domach, żywiąc, ostrzegając. Im należy się pomnik. Każdemu z tych bohaterów pomnik się należy. I tym, którzy przeżyli, i tym, którzy zostali za swoją pomoc zgładzeni przez Niemców. Kto ich wydał? Kto donosił Niemcom, że pomagają Żydom? I ilu ich było?

Mają swoje drzewka na wzgórzu Yad Vashem, a ich nazwiska tamże wykute są w kamieniu na wieczną rzeczy pamiątkę. I ku wiecznej chwale. Polskich Sprawiedliwych.

II. Ukrywający nie za darmo
O takim przypadku opowiada najnowszy film Agnieszki Holland. Nosi tytuł: "W ciemności". Ilu było takich, którzy ratowali nie bezinteresownie? No, ale ratowali. Czy im także należy się pomnik, czy też swoje już zarobili?

III. Biernie współczujący
Czy można się dziwić, że Polacy bali się pomagać Żydom? Trudno się dziwić - byli sterroryzowani. Ale mimo bierności - współczuli Żydom i wewnętrznie nie pozostawali obojętnymi wobec Zagłady. Ilu ich było? Czy im także należy się za to pomnik?

IV. Obojętni
Tę grupę trudno zdefiniować. To wszyscy ci, którzy odwracali wzrok i udawali, że nic się nie dzieje. Ale też ci, którzy uznali, że Zagłada Żydów nie jest ich problemem. Że to obcy im problem. Ilu takich było? Czy im pomnik się też należy?

V. Hieny
 VI. Szmalcownicy
VII. Denuncjatorzy
VIII. Mordercy
Pozostałe cztery grupy zostały opisane w książkach:

1) Ireny i Jana Tomasza Grossów:
  Złote żniwa. Rzecz o tym, co się działo na obrzeżach zagłady Żydów., Znak, Kraków, ISBN 978-83-240-1522-1

2) Barbary Engelking-Boni:
  • Szanowny panie gistapo. Donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach w latach 1940-1941, wyd. IFiS PAN 2003
  • Pamięć, Historia Żydów Polskich przed, w czasie i po Zagładzie, wyd. Fundacja SHALOM, Warszawa 2005
  • Prowincja noc. Życie i zagłada Żydów w dystrykcie warszawskim, red. wspólnie z D. Libionką i J. Leociakiem, wyd. IFiS PAN 2007
  •  Jest Taki Piękny Słoneczny Dzień... Losy Żydów Szukających Ratunku na Wsi Polskiej 1942-1945   
3) Jana Grabowskiego:
Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945. Studium Dziejów Pewnego Powiatu 

4) 
"ZARYS KRAJOBRAZU. Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942-1945".

Ilu ich wszystkich było? Hien, szmalcowników i denuncjatorów, a także morderców? Im chyba pomnik się nie należy?!

Pomnik Polaków ratujących Żydów stanie na pl. Grzybowskim w Warszawie. Ma się na nim znaleźć 10 tys. nazwisk. Zbiera je już prof. Jan Żaryn.

- Ale kto i jak tę listę zweryfikuje? - pyta prof. Władysław Bartoszewski. - A dlaczego nie 10 mln? Gdybym czuł w czasie wojny, że mam tylu współpracowników... - ironizuje Profesor.


- Dla celów politycznych mnoży się liczbę Polaków ratujących Żydów - mówi dr Jacek Leociak, autor książki o warszawskim getcie. - Dla środowisk, które to robią, weryfikacja nie jest ważna - im więcej, tym lepiej. Milion? Okazuje się, że bohaterstwo nic nie kosztowało, skoro tylu w nim uczestniczyło.


- Ratujących Żydów było więcej niż odznaczonych przez Yad Vashem. Ale skąd akurat 10 tys.? - pyta dr Dariusz Libionka, historyk Holokaustu.


Prof. Bartoszewski: - Nazwiska trzeba ustalać w wiarygodnym trybie weryfikacji, przez polskich historyków, w ścisłej współpracy z Yad Vashem, a nie przez samozwańcze gremium. Polityka nie służy prawdzie historycznej. Pan Jan Żaryn jest przedstawicielem silnie prawicowego nurtu politycznego. Podawane przez niego liczby to mniemanologia.


(Cytaty z artykułu "Ilu Polaków ratowało Żydów?" Tomasza Urzykowskiego w dzisiejszej Gazecie Wyborczej.)
Pomnik Polaków Ratujących Żydów niech stanie raczej na Dworcu Gdańskim obok Tablicy *) Pomnik na pl. Grzybowskim już się raczej nie zmieści. Tam jest za dużo obiektów. Jest tam już jeden pomnik - Jana Pawła II. Jest na środku sadzawka, chyba zwana "dotleniaczem" autorstwa niejakiej Rajkowskiej, genialnej artystki, o czym wiadomo w całym wszechświecie za sprawą m.in. palmy, która jej odbiła na rondzie Charlesa de Gaulle'a. Plac Grzybowski jest za malusi, by pomieścić wszystkie te twórcze inicjatywy. To współczesna enklawa żydowska w Warsze: tuż obok się mieszczą Teatr Żydowski i Fundacja Shalom, i w tym samym budynku Towarzystwo Społeczno-kulturalne Żydów, nieco tylko dalej Synagoga Nożyków - dosłownie rzut mycką od placu (jedyna ocalała spośród przedwojennych 440) i Biały Budynek przy Twardej, w którym również kipi życie żydowskie (m.in. Redakcja Midrasza, Gmina, Centrum im. Prof. M. Schorra). To wszystko razem, wraz z remontowaną dopiero teraz po 70 latach, ruiną małego odcinka ulicy Próżnej, stanowi żywy pomnik tych, co przetrwali.

*) dla niewtajemniczonych: w 1968 roku, po wydarzeniach marcowych do wyjazdu z Polski zostało zmuszonych wielu polskich obywateli (głównie Żydów). Odjeżdżali oni właśnie z Dworca Gdańskiego. Znajduje się tam obecnie tablica upamiętniająca ten fakt z cytatem z Henryka Grynberga: "Tu więcej zostawili po sobie niż mieli".

niedziela, 16 października 2011

Kogo sławić za Powstanie? Wielka rewizja?

KOLEJNY SENSACYJNY BESTSELLER LIBIONKI:
  
Uwaga! Uwaga! Za dwa miesiące wyjdzie książka Larrego Weinbauma i Dariusza Libionki na temat  ŻZW i dyskursów peerelowskich, izraelskich i innych. Nazywać się będzie: "Bohaterowie, hochsztaplerzy, opisywacze. Wokół dziejów ŻZW" (inna wersja robocza tytułu: "Bohaterowie, hochsztaplerzy, historycy – spory wokół Żydowskiego Związku Wojskowego"). Praca składa się z dwóch części: dekonstrukcyjnej i rekonstrukcyjnej. Chodzi o spór wokół reprezentacji bojowej w Powstaniu w Getcie Warszawskim. Jak to ujmuje Dariusz Libionka: "Bo trochę wiarygodnych źródeł jednak jest. Główne problemy to: korpus fałszywych polskich i żydowskich relacji oraz ideologizacja, czy raczej ideologizacje, w podejściu do tematu."

Dlaczego o tym piszę?

Jeszcze rok, dwa i się okaże, że Powstanie w Getcie Warszawskim zorganizował jedynie i niepodzielnie ŻZW (Żydowski Związek Wojskowy), a ten cały ŻOB (Żydowska Organizacja Bojowa) z Anielewiczem i Edelmanem, to taka komunistyczna jedynie propaganda. Czuję to, bo minęły raptem dwa lata od śmierci Edelmana i już ŻZW z małej grupki urósł w oczach historyków do rozmiarów potężnej siły, która tam działała w Getcie z ŻOB-em co najmniej fifty-fifty. Historia w tym znaczeniu jest żywa, że raz jedni popadają w niepamięć, raz z kolei drudzy. A nazwiska są chętnie wymazywane bądź przywoływane w zależności od potrzeb i koniunktury...

Piszę to po spotkaniu w kinie Muranów, podczas którego pokazywany był film "Betar", a potem odbyła się dyskusja na temat Betaru. Także na temat udziału Betaru i organizacji mu pokrewnych w Powstaniu w Getcie Warszawskim. To nie pierwszy raz, kiedy uczestniczyłem w takich dyskusjach. Pierwszy raz miałem możność słuchać podobnej debaty w Synagodze Nożyków. Wtedy też podnoszono kwestię udziału ŻZW w Powstaniu i silnie akcentowano, że należy zrewidować podejście do historii Powstania jakoby przekłamanej i ukazującej powstańców ŻOB jako jedynych bohaterów tamtych dni.

Nie jestem historykiem, więc mam mało do powiedzenia w tej kwestii. Ale mam wrażenie wyciągania trupów z szafy. Umarli milczą. Za nich mówią żywi. Mówią to, co chcą powiedzieć, i może jestem naiwny, ale ufam, że jedynie w dobrej wierze.

Powstańcy już nie dają świadectwa. Jedni zginęli w trakcie Powstania, drudzy po wojnie. Edelman całkiem niedawno - 2 października minęła druga rocznica jego śmierci.

Na Facebooku o tej sprawie dyskutują historycy:

Dariusz Libionka mówi:
Rewizjoniści, Betar i ŻZW mają wyjątkowego pecha do opisywaczy i objaśniaczy. Książka M. Arensa, który mianował się najlepszym znawcą problemu, i komentowany film o Betarze powielający klisze o żydowskich faszystach, są kolejnymi odsłonami tego fascynującego skądinąd zjawiska.


* * * 

Robert Suski mówi:
Jeszcze za życia Edelmana prawicowcy próbowali fałszować historię. Ich zainteresowanie ŻZW nie jest bezinteresowne - to próba pomniejszenia znaczenia ŻOB.
Prawica pokochała ŻZW, bo mogą uderzyć nim w ŻOB i Edelmana, którego prawicowi publicyści chorobliwie nienawidzą. O ŻZW niewiele wiadomo, bo nie mieli przyjaciół po polskiej stronie i prawie w całości zostali wyłapani przez nazistów z lekką pomocą sąsiadów... 
Można polecić teksty:
- Dariusz Libionka, Laurence Weinbaum, Pomnik Apfelbauma, czyli klątwa "majora" Iwańskiego. Prawdziwa i nieprawdziwa historia Żydowskiego Związku Wojskowego , WIĘŹ 2007 nr 4
- D.Libionka, L.Weinbaum, „Deconstructing Memory and History: The Jewish Military Union (ZZW ) and the Warsaw Ghetto Uprising”,„Jewish Political Studies Review” 2006 nr 1- 2.
Za to nie należy polecić tekstów: 
Maciej Kledzik, „Appelbaum w cieniu Anielewicza”, „Rzeczpospolita”, 12 października 2002; tenże, „Zapomniani żołnierze”, „Rzeczpospolita”, 12 czerwca 2004; tenże, „Biało- czerwona opaska z gwiazdą Dawida”, „Rzeczpospolita”12/13 marca 2005, dodatek „Plus minus”). Autor stara się marginalizować znaczenie ŻOB, Anielewicza czy Edelmana. Pisząc o ŻZW to tak naprawdę przyświeca mu antysemityzm.

* * *

Marek Wichrowski mówi:
ŻZW to czyste kpiny. Liczył się tylko ŻOB, Książka Tadeusza Bednarczyka o ŻZW to ciąg zmysleń. Wydaje się, że jedno w tym jest prawdziwe - byli świetnie uzbrojeni i tego nie wykorzystali, rozwalili ich na tym dachu..."żołnierze zapomniani", kpiny kolejne, jeśli jest się Żydem i współpracuje się z polską organizacją o charakterze parafaszystowskim. Jedyna ich bitwa to ta na Placu Mokotowskim.
Przeczytajcie mój wywiad z Anką Grupińską, dostępny.

I dla kontrastu:

Dawid Amir mówi:
Zarzucam Edelmanowi opluwanie towarzyszy broni w najgorszy sposób i zakłamywanie historii i nienawistne plucie na Izrael przez lata całe. 

* * *

Parę dni temu gościłem u mnie w szkole grupę 25 licealistów z Niemiec. Przyszli do szkoły tylko dlatego, że chcieli spotkać się z uczniami moich klas, z historią i kulturą Żydów i współczesnego Izraela oraz lektoratem j. hebrajskiego. Co najbardziej zainteresowało Niemców? Marzec 68 r. Niemcy też nic nie wiedzieli o marcu 68 roku. Z kolei nasi uczniowie nic nie wiedzieli o tym, że łodzie podwodne dla Izraela budują stocznie niemieckie, a Merkava jeździ na silnikach niemieckich. Pokłady niewiedzy są duże.
Jedno natomiast coraz bardziej sobie uświadamiam, że Izrael może liczyć wyłącznie na siebie i swoje IDF.
To syjoniści mieli rację a nie BUND, zresztą wielu Bundowców także to zrozumiało i znalazło sie w Izraelu. Dlaczego w Izraelu od wielu lat rządzi Likud ? Czyli duch Żabotyńskiego. Te polskie spory, o ilu więcej było żołnierzy ŻOB od ŻZW lub odwrotnie, są niepoważne. Trzeba nie pamiętać, dlaczego w PRL-u można było półgębkiem mówić o ŻOB, a o ŻZW - nic
 
(...).
* * * 

Piotr Pazinski mówi: 
Nikt nie zamierza - mówię o rozsądnych i uczciwych historykach - podważać znaczenia ŻOBu i jego wkładu w powstanie w getcie warszawskim. Mówienie, że za kilka lat nikt już nie będzie słyszał o Edelmanie, nie ma podstaw. Tak, powstanie było zrobione mniej więcej fifty-fifty ŻOB i ŻZW. Bo taki był mniej więcej przekrój społeczny w getcie, składającym się z różnych ludzi i rozmaitych środowisk. Opowiada o tym m.in. książka Arensa (której pan Dariusz Libionka zdaje się nie ceni), której przesłanie przytaczałem nie dalej, jak kilka dni temu w Muranowie: "Musi po nich zostać ślad w historii, nawet jeśli ich nie lubimy". To powiedział jak najbardziej lewicowy Emanuel Ringelblum o ludziach z ŻZW, m.in. nieżyjącym już wówczas, bo poległym na Grzybowskiej, Pawle Frenklu. Powiedział to, zdawszy sobie sprawę, że z tej przyczyny, iż znakomita większość bojowków ZŻW nie przeżyła powstania, przyszłą narrację będą tworzyli przede wszystkim byli bojownicy ŻOB. Co skądinąd się stało, zarówno w Polsce, gdzie akcentowano udział komunistów w powstaniu, jak i w Izraelu, gdzie podkreślano udział ludzi z Poalej Cyjon, a także wśród Bundystów na Zachodzie. Ludzie z ŻZW istotnie nie mieli szczęścia. To, że dzisiaj upominają się o nich przede wszystkim historycy prawicowi, jest żadnym argumentem; tak samo, jak żadnym argumentem nie jest, że przez wiele lat historycy lewicowi, a i liberalni dziennikarze w Polsce, podkreślali przede wszystkim bohaterstwo ŻOB. Z tamtych ludzi prawie nikt już nie żyje. Marek Edelman nie okaże się mniejszym bohaterem, jeżeli obok niego ustawimy np. Leona Rodala, a Mordechaj Anielewicz nic nie straci, jeśli obbok niego w żydowskim panteonie znajdzie się Paweł Frenkel. I jedni i drudzy byli bohaterami - choć jedni i drudzy mieli na sumieniu to, że wygadywali o sobie nawzajem okropne rzeczy. Dla Bejtarowców Bund i Poalej Cyjon to byli bez mała komuniści; dla Bundystów - Bejtar to faszyści. I jedno i drugie to nieprawda. Ci ludzie mieli prawo do swoich opinii, choć np. w getcie opinie te nie pozwoliły im się zjednoczyć przeciwko wspólnemu wrogowi. Ale to było 70 lat temu. Teraz w Polsce nie ma ani Bundu ani Bejtaru. Szacunek winniśmy wszystkim bez wyjątku, którzy wówczas walczyli. Tym, którzy nie walczyli - również. Swoje spory zabrali do grobu. Nie ma żadnego powodu ich teraz kopiować i przywdziewać cudze szaty. Nikomu od tego nic nie przybędzie. A co do nich - sądzę, że śmierć jakoś ich pogodziła. Jeśli gdzieś są, to są tam razem.

* * * 

 Dariusz Libionka ad vocem:
Jeśli chodzi o potrzebę rzeczowego pisania o ŻOB i ŻZW, to racja. Polscy "historycy prawicowi" nie upominają się o ŻZW - piszą o tym dlatego, by "dokopać komuchom" z ŻOB. Proszę sobie poczytać np. "Nasz dziennik" w tym temacie, wcześniej Ozon, dziennik Życie, teksty w Rzepie. Co do książki ministra Arensa; abstrahując od politycznego kontekstu jego pisarstwa, jego metody trudne są dla mnie do zaakceptowania. Nagle zmienił całkowicie swoje poglądy nie podając przyczyn (w tekstach, jakie opublikował w Yad Vashem Studies czy Holocaust and Genocide Studies czerpał garściami z Bednarczyka, M. Apfelbauma i innych dziejopisów, i wprowadził do światowej literatury [można sprawdzić w tłumaczonym dziele Friedlandera, który się na pana ministra powołuje] po raz kolejny kompletne brednie, a na zwrócenie mu uwagi gwałtownie protestował - w Haarez są nasze z nim polemiki). Charakterystyczne, że tych swoich tekstów nie zamieścił obecnie nawet w bibliografii. Z jednej strony ignoruje wysiłki badaczy, którzy rzeczywiście coś na tym polu zrobili, a z drugiej wykorzystuje je bez żenady. Chyba, że nagle może doznał iluminacji?! Posłowie do czytelnika polskiego jest po prostu skandaliczne.


* * *
I jeszcze jako uzupełnienie - lektura dla zainteresowanych tą historią:
"Flagi nad Gettem"

sobota, 15 października 2011

Trumpeldorczycy - otaczają nas?

Kilka dni temu byłem na pokazie filmu "Betar" w kinie Muranów. Do dziś to odchorowuję, jakbym przechodził rekonwalescencję po wypadku samochodowym. Film opowiada o przedwojennej organizacji żydowskiej założonej przez Zeeva Żabotyńskiego, organizacji syjonistycznej, tj., której celem było osiedlenie się na Bliskim Wschodzie i odbudowa Państwa Izraelskiego. Głównym organizatorem pokazu było Forum Żydów Polskich, uosobione przez Dawida Wildsteina. Jaki był cel pokazu filmowego i dyskusji? Z mojej perspektywy były dwa cele. Pierwszym - walka z mitem "żydokomuny", czyli myślenia o Żydach jako komuchach, ubekach i prześladowcach. Drugim - bardziej konkretnym obalenie przekonania, że w Powstanie w Getcie Warszawskim było w zasadniczej mierze inspirowane i przeprowadzone przez Żydowską Organizację Bojową, na czele której stał Mordechaj Anielewicz, a także m.in. żyjący do niedawna Marek Edelman.



Podczas projekcji filmu gościli w kinie zarówno scenarzysta filmu, jak i jego reżyser. Obaj chwalili się, że ich dzieło jest pierwszym po 70 latach dokumentem pokazującym Betar. Na krytyczne uwagi, że film jest nie dość obiektywny jak na standardy dokumentu, stwierdzili, że nie aspirowali do miana obiektywnych dokumentalistów i traktowali swoje dzieło bardziej jako zaczyn do dyskusji i polemik. W dyskusji po filmie wzięli udział Piotr Kadlčik i Piotr Paziński. Pierwszy jest przewodniczącym Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP, drugi jest redaktorem naczelnym miesięcznika "Midrasz".



Wzięli też w tej dyskusji udział sami widzowie. Jedna pani wyraziła swoje wzruszenie, że dotychczas nie wiedziała, jak Żydzi bardzo walczyli o swoją ojczyznę, i że widzi w tym analogię do polskich walk narodowowyzwoleńczych. W filmie pokazano, że władze II Rzeczpospolitej i polska armia udzielały wsparcia Betarowi. Idea tej organizacji, jak podkreślono podczas dyskusji, była zbieżna z polityką państwa, które dostrzegało nadreprezentację środowisk żydowskich w różnych zawodach i w obliczu narastającego kryzysu ekonomicznego wspierało tendencję żydowską do opuszczenia gościnnych stron, by osiedlić się na swoim. Żabotyński, twórca Betaru, podobno nalegał usilnie, aby w 1938 roku Żydzi opuścili Polskę i całą Europę, i wyjechali do Palestyny. Cóż to by było, gdyby go wówczas posłuchano? Nie byłoby Holokaustu. Ciągle w dyskusji po projekcji padało słowo wstyd, które należy odnieść do samej organizacji Betar, której mundury, ale jeszcze bardziej ideologia oparta na systemie wodzowskim, do złudzenia przypominała... faszystowską.



Czy więc rację mieli Żydzi po wojnie, że niechętnie przypominali o istnieniu Betaru? A może przypomnienie tej paramilitarnej organizacji teraz może stanowić płaszczyznę porozumienia między środowiskami żydowskimi a polskimi środowiskami ultranacjonalistycznymi? Ze skrajną prawicą? Spójrzcie, jacy byliśmy, jesteśmy do was podobni! Po cóż nam te swary głupie! Na sali udało się zgromadzić przedstawicieli różnych środowisk. Był m.in. - jeśli wierzyć moim informatorom - Pospieszalski, był Bosak, był Farfał. Co ich tam przywiodło? Dociekliwość czy może perwersyjna ciągotka do hucpy? Może przyszli w nadziei, że uda się po raz kolejny dowalić Żydom? A może byłem świadkiem swoistego chrztu nacjonalistycznego Żydów polskich? Nie jesteśmy już lewakami, nie jesteśmy już "żydokomuną", a przynajmniej nie tylko. Jesteśmy oto także spadkobiercami faszystowskich idei sprzed lat. Może ci, którym blisko do tamtego Betaru, powinni teraz kroczyć ramię w ramię z organizatorami marszu niepodległości 11 listopada? Czy was tam zaproszą? Czy skorzystacie, jeśli zaproszą? I gdzieś jeszcze w tym całym tygielku nieposkładanych do końca rozważań plącze mi się pytanie Wildsteina kierowane do panelistów: czy antysyjonizm to antysemityzm? Tak! Nie! Nie wiem! A właściwie, co to pytanie miało wspólnego z filmem i z Betarem? Miało, owszem, bo antysyjonizm współczesny jest próbą kolejnego wypędzenia Żydów. W czasie wojny to była nie tyle banicja, co Shoah, ostateczne pozbywanie się fizyczne. Po wojnie z Polski Żydzi zostali wypędzeni w 68. A gdyby ich teraz wypędzić z Erec, to dokąd? - pytał retorycznie Paziński. Relacja filmowa z panelu dyskusyjnego niebawem na portalu Forum Żydów Polskich. Zapraszam.

piątek, 14 października 2011

Olśniewająca HaBima


Idziemy do Narodowego na HaBimę. Zarezerwuj sobie czas 17 lub 18 listopada. To będzie wieczór, który na długo zapadnie w Twoją pamięć.

Dvora Keidar, Avi Kushnir. Fot. Gerard Allon



Hanoch Levin jest zaliczany do grona najwybitniejszych dramatopisarzy współczesnych. W swej ukończonej na krótko przed śmiercią tragikomedii w typowy dla siebie sposób łączy jaskrawą groteskę z liryzmem i, sięgając po ulubione tematy, podejmuje refleksję nad przemijaniem, zakorzenieniem w rodzinie i kręgu przyjaciół, nad marzeniami i rzeczywistością. Yael Ronen to czołowa izraelska reżyserka młodego pokolenia, znana polskiej publiczności dzięki międzynarodowemu projektowi Bat Yam – Tykocin.


realizatorzy
reżyseria Yael Ronen
scenografia Lily Ben Nachshon
kostiumy Yelena Kelrich
muzyka Ran Bagno
reżyseria świateł Keren Granek

obsada
Moris Szimel Avi Kushnir
Tolebrejne Lia Kenig
Gomperc / Pompa Yossi Segal
Gordon Blu Ami Smolarchik
Amos Pup Uri Hochman
Aleksander Doch Tomer Sharon
Szibolet Nerd Anna Dubrovitsky
Choledonka Micky Peleg
Telegrepcja / Barbuba Dvora Keidar
Lekarz / Chory Starzec / Hajne-Merajne Biterfeld Roberto Polak

muzycy
skrzypce i mandolina Adam Mader / Tomer Moked
perkusja i akordeon Idan Sochovolsky / Nadav Rubinshtein

Spektakl jest grany w języku hebrajskim z napisami w języku polskim.



środa, 12 października 2011

Raw Kuk - Orot Hakodesz / część 2 - Szir Meruba

Są tacy, którzy śpiewają pieśń duszy i w swej duszy znajdują wszystko, pełnię zadowolenia duchowego.

Są tacy, którzy śpiewają pieśń Narodu, wychodzą poza krąg swej własnej duszy, uznając, że nie jest wystarczająco rozległa i idealnie umiejscowiona, i pragną uwznioślenia mocy, łącząc się tkliwą miłością z całością Zgromadzenia Izraela i z Nim śpiewają Jego pieśni, martwią się Jego zmartwieniami, cieszą się Jego nadziejami, i badają z miłością i mądrością serca Jego wewnętrzny stan duchowy.

Są tacy, którzy stoją jeszcze wyżej od tego, wznosząc się tak wysoko aż połączą się z każdym istnieniem, z każdym stworzeniem, z każdym światem, i z każdym zaśpiewają pieśń; to ci, którzy zajmują się pieśnią każdego dnia, gdy zapewnione mają życie wieczne.

I są tacy, którzy wznoszą się ze wszystkimi tymi pieśniami, razem w jedności i słychać głos ich wszystkich, wszystkie pieśni ich razem ze swoimi pieśniarzami, przekazują sobie nawzajem głos radości i powierzają głos wesela, głos zadowolenia i głos uciechy, głos rozkoszy i głos świętości.

Pieśń duszy, pieśń narodu, pieśń człowieka, pieśń świata, wszystkie razem wciąż łączą się z sobą na zawsze.

I owa łączność w całej swej pełni staje się pieśnią świętości, pieśnią Boga, pieśnią Izraela, w całej swej sile i pięknie, w całej swej prawdzie i wielkości, prosta pieśń, podwójna pieśń, potrójna pieśń i pieśń poczwórna.

Pieśń nad pieśniami Salomona, króla pokoju.

- - -